wtorek, 6 sierpnia 2013

Trening skokowy | Black Paranoic, Coffet & Moet II |

Black Paranoic & Ruska
Coffey & Valentine
Moet II & Charlie
Plac skokowy - Rosewood Ranch

Umówiłam się na trening skokowy o jakże cudowniej brzmiącej godzinie ósmej. Może nie byłam bym aż tak zrezygnowana gdyby nie przydzielony mi koń, a mianowicie Black Paranoic. Kobyła jest szalona, ale kiedyś musi zacząć chodzić pod siodłem. Miała wolne od miesiąca, ponieważ pojawiły się problemy z przewozem jej do Lidera. Chwilowo stoi w RR i roznosi mi stajnię.
Istotnym faktem jest też dzisiejsza podróż Charliego i Moeta, którego zdecydowałam się przenieść na moje ukochane odludzie. A chłopak był w komplecie, więc nie narzekam.

Zapakowaliśmy konia do małej przyczepy i ruszyliśmy w drogę, która zajęła nam około godziny.
- Dzieciak jaki spokojny. - Powiedziałam z uznaniem gdy otworzyłam drzwiczki będąc już w Rosewood.
- Przyzwyczaił się już. - Charlie pogłaskał go po głowie po czym poszedł opuścić rampę.

Odwiązałam ogiera i wyprowadziłam go na zewnątrz by mógł się rozejrzeć. Wyglądał jak surykatka obserwująca otoczenie by w porę dostrzec zagrożenie. Monet wydawał się być nieco wystraszony, ale w rzeczywistości zwyczajnie zżerała go ciekawość. Zarżał, a kiedy odpowiedział mu *Lost Cassino kłusujący na pobliskim padoku, rozluźnił się i pociągnął mnie w stronę ogrodzenia, gdzie rosła soczysta trawa,

- Ja myślałam, że tu będzie jakiś cyrk i nie wyjdziemy z tego cało, a tu proszę! Chłopak nam zmądrzał. - Uśmiechnęłam się obserwując jak z zapałem kosi mi trawnik. Postanowiłam dać mu chwilę, w tym czasie Charlie przestawił przyczepkę pod garaż i wyjął sprzęt.

Kiedy holsztyn już się nażarł zaprowadziłam go do przygotowanego przez Anię boksu. Otrzepał się od much i wystawił łeb ponad drzwiami by obwąchać zbliżające się do niego chrapy Remingtona odpoczywającego po treningu. Ogiery witały się przyjaźnie więc zostawiłam ich samych.

- Za pół godziny na maneżu. - Powiedziałam do Valentine, która szukała czegoś w swojej szafce.
- No wiem, wiem. Popołudniu pojedziemy nad jezioro?
- Dobry plan, zobaczymy. W razie czego weź sobie Sangriento czy kogoś i jedź sama.
- I tak bym pojechała, ale żeby potem nie było skomlenia, że was moim genialnym pomysłem nie oświeciłam.
- Dobra młoda, zobaczymy co będzie, bo po jeździe z Paranoją moje być połamana i wtedy na pewno nigdzie nie pojadę.
- Podobno pod siodłem jest normalniejsza... - Dziewczyna wzruszyła ramionami wracając do przerwanej chwilę wcześniej czynności.
- Podobno...?
- Harry mówił, że jest w miarę.
- Aha, a ja mówiłam, że na nią się nie wsiada. Jedynie lonża, prawda? Kiedy to było?
- Ja nic nie mówiłam...
- UFO, ja i tak się dowiem.
- Bonne chance... - Odpowiedziała z drwiącym uśmiechem.
- Nie wyjdziesz żywa z tego treningu...

Podreptałam do stajni by sprawdzić czy mój wierzchowiec ładnie zjadł swoje śniadanie. Wszystko grało i śpiewało, szczególnie mieszkanka owego boksu. Ma niesamowite zdolności wokalne... Muszę sobie zorganizować ekipę do czyszczenia tego demona. W pięć minut załatwiłam już wszystko i mogłam chwilę odsapnąć. Kiedy nadeszła godzina zero wyprowadziłam Paranoję na dwór i przekazałam uwiąz Sabinie. Ja i Ania wzięłyśmy szczotki, a Dylan przygotowywał cukierki dla klaczy. Skinęłam głową i ruszyliśmy! Ekspresowe czyszczenie to nasza specjalność, szczególnie jeśli stawka jest życie. Na szczęście zdążyliśmy zanim Blacky zdążyła się znudzić. Założyłam mój najsolidniejszy kask i zabrałam się za równie błyskawiczne siodłanie i ogławianie kobyły. Ugryzła Ankę w przedramię i nadepnęła mi na stopę, ale jak na nią to całkiem niezły rezultat. Dosiadłam jej i pogłaskałam, ponieważ zdecydowała się stać spokojnie. Delikatnie skróciłam wodze i stuknęłam ją łydkami by ruszyła przed siebie.

- Paranoic Team, dobra robota! - Krzyknęłam na odchodne.

Coś jej tam nie pasowało i ciągle merdała głową, ale sprawdziłam i wszystko było prawidłowo zapięte. Była po prostu zła, że śmiałam wziąć ją do roboty. Szłyśmy stepem po brukowej ścieżce prowadzącej  na duży maneż, kiedy Blacky zobaczyła Moeta. Charlie wstrzymał swojego konia nie za bardzo wiedząc jak zachowa się moja kobyła. Co do ogierka nie miałam żadnych obaw, zawsze jest spokojny i nie rzuca się do klaczy. Paranoja ruszyła kłusem w kierunku pary nie zważając na moje próby zatrzymania jej. Musiała być pięknie złożona, ale wtedy myślałam tylko nad tym jakie atrakcje spotkają mnie podczas treningu.

- Ona tak zawsze rwie? - Zapytał chłopak przyglądając się klaczy obwąchującej izabelowatego.
- Tiaaa... Będzie super...
- Trochę optymizmu skarbie. - Uśmiechnął się, z pewnością wyobrażając sobie jak zlatuje.

Furtka była otwarta, więc wjechaliśmy na plac i spacerowaliśmy w rożnych kierunkach. Black była ciągle taka spięta. Nie mogłam jej uspokoić, wyrywała się i przyspieszała do kłusa kiedy tylko poluzowałam wodze.  Zganaszowała się przekręcała pyszczek raz w jedną, a raz w drugą stronę. Kiedy na maneż weszła Coffey pod Valentine, wyrwała się w ich stronę, ale udało mi się zrobić woltę i zatrzymać ją. Odczekałam kilka sekund i dopiero wtedy pozwoliłam jej się przywitać.

- Lepiej jedź za Charlie'm, nie wiem co jej odbije.

UFO skinęła głową i ruszyła w kierunku holsztyna. Natomiast ja ćwiczyłam zatrzymywania. dotknęłam łydkami boków klaczy, a ta natychmiast zakłusowała. Jest bardzo wyczulona na sygnały. Na początku porusząłyśmy się z prędkością światła, mijając mini zastęp. Potem udało mi się zwolnić.

- Wiecie co... Zostawcie mi ścianę, zrobię kilka okrążeń takim wyciągniętym bo nie wytrzymam z nią...

Zjechali na środek, a ja dodałam jej impuls. Momentalnie przyspieszyła, skróciłam wodze i dodawałam regularne impulsy tak by zaangażowała całe ciało.

- Wow, jak wyciąga! - Val śmiała się z Paranoi, która chciała obić rekord świata w szybkości kłusa.

Ale rzeczywiście, musiało to wyglądać interesująco. Po trzech okrążeniach zaczęła ze mną gadać, prychała i mlaskała próbując wyjaśnić mi, że jej taka jazda bardzo odpowiada. Mi średnio, ale czego się nie robi dla konia. Po zmianie kierunku i kolejnych trzech dużych kółkach przy ogrodzeniu zaczęła odpuszczać. Było to niemal nieodczuwalne rozluźnienie pyszczka, ale ja po kurczowym trzymaniu wodzy od 15 minut od razu to zauważyłam. W między czasie moi towarzysze również ruszyli kłusem w dużych odległościach od siebie, jechali po drugim aldzie ani myśląc by zbliżyć się do mnie i Black. Przyszła pora na jakieś ćwiczonka, w narożnikach wykonywałam wolty lub pół wolty. Najpierw duże, z każdą kolejną zmniejszałam promień. Tworzyłyśmy również udane rysunku serpentyn, wężyków, ustępowań czy przekątnych. Dopiero wtedy poczułam, że klacz na prawdę mi odpuszcza. Z każdą minutą stawała się coraz bardziej rozluźniona i kontaktowa. Pochwaliłam ją i postanowiłam poćwiczyć przejścia i zmiany tempa.
Moet bardzo grzecznie wykonywał polecenia swojego jeźdźca, był złożony i wyglądał na zaangażowanego. Aktywna praca zadu i nóg, dobry kontakt i koncentracja. Jak chce to potrafi.
Natomiast Coffey wyglądała przeuroczo, była absolutnie pochłonięta wykonywaniem idealnie okrągłej wolty. Val pochwaliła ją i zwolniła do stępa.

Po kilku kolejnych minutach rozprężania w stępo-kłusie zagalopowałam. Spodziewałam się wszystkiego i bardzo dobrze, bo kobyła bryknęła 2 razy i dała w długa niekontrolowanym sprintem. Jakiekolwiek próby zatrzymania jej okazały się bezskuteczne, więc odchyliłam się i czekałam aż skończy.
Pomyślałam, że tereny na niej mogłyby być niezłe...
Po kilku dobrych okrążeniach zwolniła do spokojnego galopiku, ale wciąż rwała do przodu.

- Rany, ile ona ma w sobie energii! - Krzyknęłam kiedy miałam wszystko pod kontrolą.
- Będzie trzeba na nią codziennie wsiadać i męczyć jeśli będziesz chciała cokolwiek z nią zrobić.
- No właśnie. Ile wytrzymamy? Tydzień? Hej, a może zrobimy z niej wyścigówkę? Ma predyspozycje!

Uśmiechnęłam się i zrobiłyśmy przekątną z lotną zmianą nogi. Pochwaliłam ją i galopowałam dalej. Na maneżu pojawili się Dylan i Harry, których zadaniem było ustawianie przeszkód.

- Czeka cię poważna rozmowa. - oświadczyłam drugiemu trenerowi.
- Cokolwiek masz na myśli to nie ja... - Uśmiechnął się i marszem skierował się do wielkiej stacjonaty.

Rozgrzeweczką będą cavaletti. Kiedy wszystkie drążki były płasko Coffey najechała na nie kłusem, otrzymawszy mocny impuls tuż przed, ładnie podnosiła nóżki. Moet przejechał je równie ładnie, natomiast Black zrobiła to jakoś oryginalnie. Sama nie wiem co wykombinowała, ale przy drugim najeździe było już normalnie. Pochwaliłam ją i zatrzymałam. Cofnęłyśmy się kilka kroków, znowu zatrzymanie i kłus.

Po kilku zmianach wysokości drążków został nam ustawiony parkur z przeszkodami do 100 cm. Coffey najechała galopem na niewielkiego krzyżaczka przy czym prawie zasypiała. Val lubiła szybkie tempo więc spięła klacz i wyciągnęła ładną prędkość po czym ponownie pokonała przeszkodę i pochwaliła Fey. Następny w kolejce był Monet, który spokojnym, ale nie pełznącym tempem natarł na krzyżaka i przeskoczył go bardzo, bardzo ładnie. Mój dzieciak. No dobra, przyszedł czas na mój skok. Mając już wszystko w nosie zagalopowałam i najechałam na przeszkodę, Paranoja włączyła tryb turbo. Rozpędzała się, a ja za chiny nie mogłam jej zwolnić. Ostatecznie się wkurzyłam, zrobiłam woltę, po której znowu leciała na złamanie karku. Kolejna wolta, ciaśniejsza i to samo...

- Musze ją zmęczyć. Ona się dopiero ledwo spociła...
- Po oczach widzę, że coś kombinujesz...
- Jadę z nią na łąkę. McDonald, otwórz mi bramkę z łaski swojej....

Zwolniłam do stępa i skróciłam sobie strzemiona, sprawdziłam czy mam dobrze zapięty kask i wyjechałam na placu. Czujna Paranoja szła żwawym krokiem rozglądając się na wszystkie strony świata. Wybrałam naszą podstawową ścieżkę, która najszybciej doprowadzi mnie do doliny dobrej na wybieganie się.

Dotarłam tam po 10 minutach i dodałam mocą łydkę luzując wodze. Black bryknęła po czym ruszyła z kopyta nie wierząc we własne szczęście. Ponaglałam ja okrzykami wojennymi dzięki czemu przyspieszała coraz bardziej. Muszę przyznać, że jest bardzo, ale to bardzo szybka. Do tego wytrzymała, byłam pewna, że odpuści już w połowie wielkiej łąki, ale ta zaczęła zwalniać dopiero na końcówce. Wykonałyśmy łagodny zakręt wolnym galopem, poklepałam ją po szyi i po kilkunastu sekundach przeszłam do kłusa. W tym chodzie wróciłyśmy do stajni tą samą drogą. Harry wpuścił nas na plac, gdzie zwolniłam do stępa i obserwowałam poczynania reszty rumaków.

Coffey wyglądała znacznie lepiej niż na początku jazdy, nie była już taka senna. Rozluźniła się, ale jednoczenie była taka... nie wiem jak to nazwać. Poruszała się bardzo rytmicznie, w złożeniu. Najechała na sporą stacjonatę i pokonała ją w dobrym stylu, wyzwaniem okazał się 115 cm okser. Wybiła się z impetem po czym przeleciała ponad drągami i wylądowała. Val pochwaliła ją i zwolniła. Wtedy zagalopował Monet i skierował się na krzyżaka. Charlie wybrał inną kolejność, Moet skacze niżej, więc najeżdżali na łatwiejsze przeszkody. Radził sobie bardzo dobrze, chociaż jego wybicia wstrzymywały mój oddech. Niemal za każdym razem miałam wrażenie, że wjedzie w przeszkodę, albo zrobi coś z tylnymi nogami... Jednak nie, nie zwalił drągów i ani razu nie wyłamał.

- I co? - Val podjechała do mnie.
- No nic. Wybiegała się jest znacznie bardziej do opanowania. Dzisiaj nie wyszło, ale jakoś na dwie godziny przed każdym treningiem będę musiała z nią latać na łąkę...
- Ale żyjesz. To optymistyczne.
- Prawda? - Uśmiechnęłam się.

W sumie powinnam skoczyć cokolwiek, żeby wiedziała, że nie musi zasuwać na przeszkodę jak głupia, ale da się też skoczyć ze spokojnego galopu. Zaskoczyła mnie bo gdy zagalopowałam i najeżdżałam na przeszkodę zaczęła przyspieszać, ale po małej woltce w końcu zatrzymała się na takim tempie o jakie mi chodziło. Skoczyła na spokojnie z przyjemnością, a ja z wielkim uśmiechem mogłam poklepać ją po szyi.

Rozchodziliśmy rumaki, a po 15 minutach odprowadziliśmy je do stajni/.


poniedziałek, 5 sierpnia 2013

KL. Coffey | hann |






















| GALERIA | 

= Podstawowe dane =
Imię: Coffey
Płeć: klacz
Matka: *Clover  | Champigne Stable | 
Ojciec:  *Alltag  | Champigne Stable | 
Data urodzenia: 28 marca 2007r.
Rasa: koń hanowerski
Wzrost: 165 cm
Hodowla: Champigne Stable
Poprzedni właściciel: - 
Predyspozycje: dresaż | P |, skoki | P |, cross | medium |, WKKW | medium |

= Dokumenty =

= Opis =

Charakter: Spokojna klaczka, posiada bardzo przyjazne usposobienie. Koń o wielu zaletach, jedną z nich jest na pewno ufność. Coffey jest bezpośrednia, bez obaw wita się z obcymi osobami i daje się miziać po głowie. Jest bardzo otwarta i skora do współpracy co mianuje ją bezkompromisową ulubienicą młodych jeźdźców, bo do nauki jazdy nadaje się jak żaden inny koń. Grzecznie znosi błędy popełniane przez nowicjuszy i nie denerwuje się i co ważniejsze, nie uczy złych nawyków. Nie wiem jakim cudem nie złapała narowów po tylu rekreacyjnych treningach, ale jestem jej za to niesamowicie wdzięczna. Świetna nauczycielka, przyjaciółka i sportowy rumak, który dopiero zaczyna karierę.
Jest jeszcze młoda, ale jej umiejętności są całkiem spore i nie przestajemy ich szlifować. Fey roztacza wokół siebie niesamowitą aurę, jest słodka i kochana, także podczas treningów czy zawodów.

W stajni: Nie skłamie jeśli powiem, że nie mamy z nią żadnych problemów. Nie obgryza drewnianych elementów, nie kłóci się z sąsiadkami, nie szaleje przy podawaniu posiłków. Co do tej ostatniej kwestii mogę poskarżyć się, że je jak fleja i dosłownie cały boks jest rozsiany ziarenkami owsa, ale nawet to robi w tak pocieszny sposób, że nikt nie potrafi się na nią gniewać.
Nie przeszkadza jej czyszczenie w boksie, nie trzeba jej nawet wiązać. Doskonale radzi sobie z nieporadnymi nowicjuszami, którzy zamiast rozczyszczać zaklejki głaszczą je włosianymi szczotkami, stoi spokojnie i wyrozumiale zerka na jeźdźca czy amazonkę bądź dżemie czekając na dalszy rozwój akcji. Nie ma problemu z podnoszeniem kopyt, ani z jakimikolwiek czułymi miejscami. Jedynym problemem może tu być jej podatność na ukąszenia wszelakiego robactwa. Przed każdą jazdą czy wyjściem na pastwisko obowiązkowo należy psikać ją specjalnymi środkami na te paskudztwa.

Na padoku: Ze względu na swój charakter ma dość niską pozycje w stadzie, trzyma się ze spokojnymi kobyłami i spokojnie przeżuwa trawę przypominając uroczą mleczną krówkę. Kiedy wybucha jakaś awantura woli się ewakuować, jednak kiedy inny koń zaprasza ją do zabawy - nigdy nie pogardzi. Uwielbia biegać wraz z swoimi psiapsiółami, mogłaby galopować po pastwisku w nieskończoność, choć w stajni nie zdradza, że roznosi ją energia. Może to uśpiony wulkan i za parę lat pokaże na co ją stać? Nie ma sprawy, póki co jednak kochamy ją taką jaka jest.

Pod siodłem: Jest bardzo, ale to bardzo spokojna i wyrozumiała. Nawiązuje kontakt i poddaje się nawet pod młodymi adeptami jeździectwa. Zazwyczaj polega to na tym, że słucha co mówi instruktor, ponieważ doskonale poznała słowne komendy. Na jednej z pierwszych jazd rekreacyjnych, które z nią prowadziłam musiałam krzyczeć "przejdź do wyższego/niższego chodu" zamiast dawać jasne komendy, gdyż Coffey słuchała mnie zanim amazonka zdążyła cokolwiek zrobić. Ale nikt nie może być na nią zły, wystarczy, że spojrzy na kogoś spod sowich długich rzęs, a stopnieją nawet najzimniejsze serca. Nie sprawia problemów, chętnie wykonuje polecenia i nawet nie myśli o tym by coś odwalić. Wygląda jakby świetnie się bawiła i bardzo mnie to cieszy. Chętnie skacze, chodzi w każdej pozycji w zastępie jak i indywidualnie, nie bryka, nie zaczepia innych koni, a także nie odpowiada na ich nagabywanie.

Skoki: Lubi skakać, ale nie jest to jej wielką pasją. Co prawda większe przeszkody pokonuje ambitnie, a przez parkur mknie jak burza z piorunami, ale niskie krzyżaczki i cavaletti jakoś jej nie pociągają. Jednakże dobrze sprawuje się jako nauczycielka w tej dziedzinie, nie wyłamuje i niesie bardzo łagodnie, dzięki czemu jeździec może skupić się na sobie, ćwiczeniu półsiadu i ogarnięciu kolejności przeszkód. Na zaawansowanych treningach radzi sobie nieźle, skacze z zapasem i dobra techniką. Zdarza jej się strącać drągi nieco częściej niż innym koniom, ale gdy ma dobry dzień pokazuje, że jest naprawdę dobrym skoczkiem. Często na parkurze trzeba ją pchać do przodu, po kilku przeszkodach jest już okey, ale bywa, że cały przejazd pokonujemy ociężale i w ślimaczym tempie.

Ujeżdżenie: Myślę, że tutaj sprawuje się nieco lepiej. Pokonywanie figur ujeżdżeniowych sprawia jej przyjemność, to rodzaj konia, który uwielbia się rozciągać. Ciasne wolty, wężyki i zwroty to coś co wykonuje z prawdziwą pasją i zaangażowaniem. Czasami śmieszy mnie jej poważny wyraz pyszczka, ale la niej to już nie ma znaczenia. W końcu wyszła na czworobok. Musi być dostojna!
Ma ładne chody, może nie są to kłusy godne olimpijskiego poziomu, ale Fey bardzo się stara by były sprężyste i reprezentacyjne. Potrafi się pięknie złożyć i wyciągać nóżki. Bez zawahania wykonuje każde polecenie jeźdźca.

Cross: Czyli konkurencja kiedy Coffey nie jest Coffey... Nasza biała myszka uwielbia cross, czasami jej zachowanie tak bardzo się zmienia, że ciężko stwierdzić czy to ten sam koń, który chwilę temu cierpliwie znosił podgryzanie koleżanki z boksu obok. Jest podekscytowana, nie potrafi stać w miejscu i szarpie się na linii startu. Nie jest to jednak typowo niewłaściwe zachowanie, ona zwyczajnie stara się nas ubłagać żebyśmy pozwolili jej biec. Macha główką i spogląda na jeźdźca tym błagalnym wzrokiem, którego nie jestem w stanie znieść. Kiedy już uda jej się wystartować jest wniebowzięta i to niemal dosłownie, ponieważ jej kopyta odrywają się od ziemi z taką lekkością jakby zaraz miała poszybować w górę. Niebezpiecznie rozpędza się przed każdą przeszkodą, muszę ją wstrzymywać, ale zwykle oddaje ładne i prawidłowe skoki. Nie ma problemów z wszelkimi udziwnieniami, czy jeziorkiem. Bardzo lubi wodę.

Zawody: Przyczepa jest dla niej straszna z zewnątrz, kiedy już uda nam się ją zapakować [ zazwyczaj działa wiaderko jabłek ], jest spokojna przez całą podróż. Zajmuje się sianem lub drzemką o ile pozwala na to stan dróg, po których się poruszamy. Po dotarciu na miejsce wyprowadzamy konie, Coffey chwilę się rozgląda, a potem zabiera się do koszenia trawy lub zielska, które znajdzie w pobliżu. Daje się wyczyścić i przygotować, cierpliwie czeka, aż Ruska pobawi się we fryzjera... Nie zwraca uwagi na inne konie, chyba, że te mają wobec niej przyjazne zamiary, wtedy przyjaźnie szturcha je chrapami. Na rozprężalni jest spokojna, czasami zdarzy jej się spłoszyc jeśli wydarzy się coś nagłego, jednak polega to zazwyczaj na gwałtownym zatrzymaniu, a ekstremalnych przypadkach wykonaniu kilka fouli galopu bądź dębowaniu. Generalnie ma gdzieś ten cały tłum, muzykę, zapachy... Skupia się na jeźdźcu.

Tereny: Kto jak kto, ale Fey jest niekwestionowaną wielbicielką wyjazdów w tereny czy też rajdy. A że ma doskonały charakter nadający się dla każdego koniarza, często bierzemy ją do lasu czy nad jeziora. Mamy gdzie jeździć więc robimy to często. Coffey jest odważna, potrafi grzecznie iść na każdej pozycji i w razie pojawienia się przeszkody - można śmiało skakać.


= Potomstwo  [-] =

= Treningi i inne  [2] =
  1. Trening skokowy
  2. Teren
= Osiągnięcia  [9] =
  1. I miejsce w amatorskiej gonitwie klaczy na Hipodromie Raven
  2. I miejsce w skokach kl. P na Hipodromie New Hampshire
  3. II miejsce w skokach. kl. P na Hipodromie Sopy
  4. II miejsce w amatorskiej gonitwie skokowców na Hipodromie Raven
  5. III miejsce w ujeżdżeniu kl. P na Hipodromie Sopy
  6. V miejsce w skokach kl. P na Hipodromie Gold Horses
  7. Wyróżnienie w ujeżdżeniu kl. P na Hipodromie New Hampshire
  8. Championka gonitwy amatorskiej dla klaczy na Hipodromie Raven
  9. Vice Championka gonitwy amatorskiej dla skokowców na Hipodromie Raven

czwartek, 1 sierpnia 2013

OG. *Ardiente | tinker |






















| GALERIA | 

= Podstawowe dane =
Imię:*Ardiente
Płeć: ogier
Matka: *Irish Rose  | WSK Kwitnący Lotos | 
Ojciec: *No Latcho Rose   | WSK Kwitnący Lotos | 
Data urodzenia: 20 sieprpnia 2005r. 
Rasa: tinker
Wzrost: 165 cm
Waga: 790
Hodowla: SK Naranja
Poprzedni właściciel: -
Predyspozycje: powożenie, wystawy

= Dokumenty =


= Opis =

Genetyka: Ardiente wywodzi się z jednej z niewielu hodowli Tinkerów Whk Kwitnący Lotos. Mimo że hodowla ma już dawno za sobą lata świetności w dalszym ciągu utrzymują skrupulatnie czystość tej rasy. Co więcej możemy ram znaleźć oboje rodziców siwego tinkera. Mamy więc stuprocentową pewność że krew ogiera jest nieskazitelna. Jego ojciec to wspaniały, dostojny *No Latcho. Odnosił a właściwie odnosi on w dalszym ciągu sukcesy w dziedzinie hodowli i wystaw. Zanany jest też z nieco agresywnego zachowania. Dzięki niemu Ardiente posiada nieugięty temperament i cudowny wygląd. Matką jego zaś jest *Irish Rose która zdobyła już spore doświadczenie w wychowaniu maluchów. Po Irish Rose siwek odziedziczył płynny ruch i tak kształtną głowę, uszy. Jednak efekt końcowy Ardiente zawdzięcza obojgu rodzicom. Jego zróżnicowany charakter i poprawna budowa jest sprawką połączenia cech tych wspaniałych koni. Można mu pozazdrościć rodziców. Tajemnicą została jego maść. Oboje jego rodziców prezentuje się w barwach srokatych. Często więc zastanawiamy się jak mógł zostać tak czystym siwkiem.

Eksterier: Adriente to Tinker z krwi i kości. Urodzony w jednej z lepszych hodowli Tinkerów posada same chwalebne cechy urody jak i charakteru. Jego kształtna, profilowana głowa. Uszy prawidłowo rozstawione, doskonałe kształtem. Oczy właściwie podobnie do uszu są idealnie ułożone i kształtne. Szyja masywna, stosunkowo krótka co jest zresztą charakterystyczne dla tej rasy, udekorowana jest długą, jasną grzywą ( Grzechem byłoby ją skrócić) przyjemną dla dotyku. Klatka piersiowa mocno umięśniona, szeroka, proporcjonalna do reszty ciała. Kłoda silna z prawidłowo ułożonym kręgosłupem. Zad podobnie do klatki piersiowej okryty mięśniami, zaokrąglony, idealnie ukształtowany. Nogi prawidłowo rozłożone, zakończone bujną szczotką pęcinową i zdrowymi kopytami. Całe ciało pokryte puchową sierścią.

Geneza imienia: Ardiente w języku hiszpańskim oznacza ognisty. Z pewnością nawiązuje to do jego gorącego temperamentu. Ukazuje ulotność chwili i niebezpieczeństwo jednocześnie bo przecież nad ogniem trudno w jakikolwiek sposób zapanować jest on jednak piękny, subtelny i w pewnym stopniu tajemniczy. Nie każdy przepada za ogniem ale każdego ciągnie do ciepłą jakim emanuje. Niektórzy się boją ale w końcu kto boi się sparzyć nigdy się nie ogrzeje…

Zachowanie: Ten siwy ogier to zdumiewająca mieszanka charakterów. Należy on do grupy koni które znają swoją wartość w stadzie jak i przy człowieku. Za żadną cenę nie dadzą sobą pomiatać. Na co dzień raczej emanuje z niego opanowanie. Widać że czuje się wyżej ustawiony od innych koni. Stroni od zbyt dużego tłoku. Potrafi jednak mimowolnie zaiskrzyć. Przeganiać resztę stada od wody, skubnąć groźnie czy podnieść kopyta. Lubi dowodzić. Mimo wszystko wyjątek stanowi arabska klacz do westernu Carrera z którą przyjechał od hodowcy. Nigdy nie jesteśmy w stanie określić w jakim humorze go zastaniemy. Spokojny i współpracujący czy raczej gniewny i niezależny? Drzemie w nim mądrość konia profesora i energiczność młodziaka. Często prowokuje inne konie do sporów. Z chęcią przeskakuje ogrodzenia bądź po prostu je taranuje. Człowieka zaakceptował z pewnym bólem. Pozwala do siebie podejść, czy chodzby założyć sobie siodło ale najpierw sprawdza kto przychodzi i czy mu się on podoba. Jeśli tak – wszystko przebiega w miarę sprawnie. Jeśli nie – ludzie wychodzą z jego boksu z wielkimi siniakami. Dalej pozostał on ogierem bo grzechem byłoby zmarnować takie geny. Dlatego dużą rolę w jego zachowaniu stanowią hormony. Chodź dał się okiełznać człowiekowi dalej widzimy w nim niespotykaną naturalność, płynność ruchów czy przenikliwy błysk w oku. Siwek nie ma raczej problemów związanych z płochliwością. Zanim cokolwiek go pobudzi do ucieczki musi być powodem poważnym. Nie jest on idealny na początkujących. Ba! Oddanie go w ręce małych dzieci czy jeźdźców z krótkim stażem było by mocno nieodpowiednie.

Podczas treningów: Jego zachowanie zależy od wielu czynników. Miejsca, czasu, pogody, ludzi i wielu innych. Tak jak już wspomniałam jest bardzo humorzasty jednak zazwyczaj przynajmniej przy osobach „swoich” zachowuje się przyjemnie. Treningi z nim to generalna przyjemność ze względu na płynność ruchów. Typowe treningi urządzamy mu rzadko. Zazwyczaj organizujemy na nim wypady w długie tereny czy zapinamy do bryczki. Nie lubi spędzać dużo czasu na hali. Mimo tego gdy już przyzwyczai się do myśli że teraz czas rozruszać mięśnie potrafi grzecznie współpracować. Skupia się na pracy i uważnie spogląda na pracę swoich nóg. Lubi słuchać wszelkich pochwał na swój temat wtedy staje się bardziej żywy, przyjemny i energiczny. To dla niego to po prostu motywacja do działania. Zdecydowanie jednak stawiamy na przyjazne tereny bryczką!

W terenie: Tak jak większość naszych koni kocha długie, często męczące wypady do lasu czy nad pobliską wodę. Wszelkie możliwości dozwolone byle by ogierek nie szedł ostatni bądź tuż za klaczą. Ulubionym zajęciem jest oczywiście szaleńczy galop przed siebie. Kiedy już poczuje wolność potrafi galopować bez końca, wyprzedzać konie przed nim i okazywać radość w formie baranków. Jest on zdecydowanie koniem z którym można ruszyć w nieznane. Doskonale rozpoznaje teren i zapamiętuje drogę więc powrót do domu mimo dezorientacji jeźdźca jest bezproblemowy. Jedyne czego zdecydowanie nie zalecamy to wypady w półgodzinne czy krótsze przejażdżki. Ogier wtedy wyciąga z powrotem do lasu, rwie się mocno przed siebie bądź zaczyna niespodziewanie cofać. Toleruje konie idące za nim jak i te przed nim. Nie ma problemów z przechodzeniem przez wodę czy nawet skoczenia niewysokich przeszkód. Uspokaja nas zdecydowanie fakt że należy do odważnych, często nawet nie wie kiedy należy uciekać a jest to potrzebne. Nie przepada za długimi postojami czy wielkimi bagażami.

Podczas pielęgnacji: Nie lubi tych wszystkich zabiegów. Przecież wszyscy wiemy że jest piękny i bez tego! Podczas czyszczenia musi stać uwiązany. Niestety większość osób zapomina o tym środku bezpieczeństwa. Dlatego nie raz widzimy jak kogoś podszczypnie i czy zacznie nerwowo dreptać dookoła boksu. Macha kopytami przy czyszczeniu. Generalnie straszny z niego urwis którego na szczęście można przekupić jakimś słodyczem. Ubóstwia landrynki a szczególnie te miętowe. Nie daje sobie zaplatać grzywy czy ogona. Jeśli komuś się to uda można powiedzieć śmiało że to wielkie osiągnięcie. Nie kończące zabawy uwiązem skończyły się tym że siwek bez problemu rozwiązuje nawet najtrudniejsze węzły. Ku wielkiemu zdziwieniu kocha mycie. Może dlatego że dzięki wodzie wszystko ładnie się przykleja po tarzaniu. Szamponów nie lubi. Wszyscy wiedzą że nie wolno stać za blisko Ardientego bo ten odwdzięcza się wytrzepaniem w skutek którego na nikim nie pozostawia suchej nitki.

Powożenie: Dyscyplina ta nie sprawia mu większych problemów, przecież to właśnie w tej dziedzinie odnalazł się znakomicie dlatego ciągnięcie żadnego ustrojstwa go nie przerasta. Dzięki takim a nie innym genom nadaje się do tego idealnie! Sprawia wrażenie bardzo wytrzymałego i silnego i tak właśnie jest! Jest w miarę stabilny dzięki czemu nawet jego wygłupy nie sprawiają większego problemu. Cały czas jest jednak w treningu na posłuszeństwo bo nie raz do tej pory zdarzyło mu się nie wykonać polecenia. Ni rozpraszają go żadne czynniki zewnętrzne a przez to skupia się wyłącznie na pracy własnego ciała. Zdecydowanie woli wyjazdy w teren niż prace na terenie ośrodka w końcu świat jest jeszcze nie całkiem odkryty!

Wystawy: Ogier ma pewne problemy z ustaniem w miejscu dlatego ciągle staramy się udoskonalać go przez pracę w ręku czy typowe treningi wystawowe. Nie przepada za tą dyscypliną ale szkoda by było zmarnować taką urodę! Jego naturalne piękno zachwyca wszystkich oglądających i często słyszy się niekończącą falę komplementów i pytań na temat jego potomstwa. Nie można zostawić go w zbyt dużym tłoku bo zaczyna szaleć dlatego staramy się go jednak ukierunkowywać na powożenie.

Hodowla: Chyba nie można mu zaprzeczyć prawidłowej budowy, miękkości ruchów, szlachetnych rysów i pięknego umaszczenia! Zabranie mu możliwości rozmnażania było by po prostu szkodą dla całego świata. Ponieważ przedstawicieli jego rasy zrobiło się przerażająco mało. Nikt nie jest zaskoczony sporą liczbą zainteresowanych jego potomstwem czy kryciem. Sama czynność nie sprawia mu jakiejś wielkiej radości traktuje to raczej jako przymusową czynność. Do młodzików nie ma cierpliwości więc unika się bezpośrednich kontaktów z owymi.

Praca w ręku: Czym byłby dobry trening bez pracy z ziemi? Wszystkie nie doskonałości niemożliwe do skorygowania w pracy na koniu staramy się poprawić tu na ziemi. Ogier w pełni współpracuje z człowiekiem. Słucha uważnie poleceń i stara się udoskonalać swoje umiejętności. Widać że to koń który nie przepada za lenistwem. Po prostu chce sobie pobiegać i stać się lepszy o chyba nikt nie lubi zbierać samych słabych osiągnięć.

Historia: Tinker pojawił się na świecie w WHK Kwitnący lotos. Zorka posiada tam nie małe stado tinkerów z którego zrodził się Ardiente. Poród przebiegał pomyślnie, Irish Rose dzielnie zniosła wszelkie trudy, nie potrzebna była nawet najmniejsza pomoc weterynarza mimo że źrebak był wyjątkowo dużego kalibru. Ogierek od pierwszych chwil zaprezentował siłę. Tylko przez moment leżał bezbronny od czasu do czasu łypiąc z niecierpliwością aż matka skończy zabiegi pielęgnacyjne. Kiedy był już na tyle czysty by zaprezentować błyszczącą sierść zerwał się na równe kopyta i energicznie począł przemierzać boks. Weterynarz nie posiadał wątpliwości że mały wyrośnie na silne zwierze. W stadzie dokazywał innym, potrafił bezmyślnie skubać większe i masywniejsze konie. Nawet Irish Rose nie potrafiła upilnować chuligana. Często zdarzało mu się coś zepsuć np. ogrodzenie a wtedy przyłapany na gorącym uczynku… Dumnie unosił pysk. Nigdy nie posiadał większych problemów z zaklimatyzowaniem się w stadzie. Gdy tylko ukończył sześć miesięcy wykupiła go Ell. Resztę dzieciństwa spędził on więc w Naranji Ranch u boku wielu utalentowanych rumaków. Zapewne właśnie tam zostawił cząstke tego chuligaństwa a wymienił te cechę na honor i piękną prezencje. Tamtejsze konie przypiłowały jego charakterek. Szczególną uwagę poświęciła mu Lajka która w tym czasie szalała za końmi do powożenia. Takim go też widziała, ślicznym powożeniowcem. Udało jej się. Młody koń robił zniewalające postępy w tej dziedzinie. Zaspokajał też widzów niespotykanym wyglądem więc postanowiono wypróbować go również na polu pokazów. Kończąc lat pięć wraz z trzynastką innych koni został wystawiony na sprzedaż. Przebywająca akurat w Norwegii Venus zachwyciła się ogierem. Było kilku chętnych na tak urodziwego konia jednak to właśnie jej udało się go zdobyć. Między innymi to podczas podróży do Francji ogier zaprzyjaźnił się z niejaką Carrerą. Teraz trudno spotkać je osobno. Po krótkim czasie pobytu w sk Soleil wraz z czwórką innych koni zadomowił się w pencjonacie sk Naranja pod opieką Venus. Po niedługim czasie zamieszkiwania pensjonatu w Norwegi Venus ponownie postanowiła się przenieść. Tym razem do Hiszpanii gdzie założyła stajnie wraz z niejaką Isabelle. Życie tam stało się dużo dogodniejsze i pełne barw.  Ogier z całą pewnością rozwinie się tu w jeszcze szybszym tempie.

= Potomstwo  [-] =

= Treningi i inne  [ 2 ] =

  1. Trening powożeniowy
  2. Trening powożeniowy

= Osiągnięcia  [11] =

  1. I miejsce w wystawie w kat. powożeniowiec na hipodromie Zombie >> 
  2. I miejsce w powożeniu jednokonnym na Hipodromie Paris >> 
  3. I miejsce w wystawie w kat. ogiery na Hipodromie Zombie >>
  4. I miejsce w kat. naj ogier z okazji otwarcia Shutter Stable >>
  5. I miejsce w wystawie w kat. inne z okazji otwarcia Shutter Stable >>
  6. I miejsce w abecadle na Hipodromie Zombie >> 
  7. II miejsce w powożeniu na Hipodromie Ivanow >>
  8. II miejsce w abecadle z okazji otwarcia Shutter Stable >> 
  9. II miejsce w powożeniu profesjonalnym na Hipodromie Ivanow >> 
  10. III miejsce w maściochach w kat. ogiery na Hipodromie Raven >> 
  11. Tytuł najlepszego ogiera do powożenia na Hipodromie Ivanow 

niedziela, 28 lipca 2013

Trening pokazowy | *Lost Cassino |

Lost Cassino
Mały maneż - Rosewood Ranch

Czyszcząc Lost Cassino zastanawiałam się czy ogier ma dziś ochotę na trening. Jeśli nie, będę musiała zrezygnować, jeśli tak, wtedy czeka nas ciężkie popołudnie. Założyłam mu prezenterkę i doczepiłam uwiąz, potem chwilę głaskałam go po szyi i ruszyliśmy na mały maneż. Koń był podekscytowany i kłusował przy moim boku rżąc cichutko. Kiedy zamknęłam za nami furtkę, spuściłam Cassino by mógł się wybiegać. Ogier ruszyła galopem i gwałtownie zakręcił wzbijając w powietrze tumany kurzu. Mogłam pomyśleć o spryskaniu padoku, teraz będę się dusiła dzięki wybrykom rudzielca... W międzyczasie sprawdziłam zapas cukierków i wymieniłam plotki z przechodzącą niedaleko Valentine. Zerknęłam na araba, który kłusował z głową zawieszoną tuż przy ziemi.

- Cassino... - Przemówiłam spokojne i wyciągnęłam do niego rękę.

Koń zatrzymał się i spojrzał na mnie prostując idealną sylwetkę. Uwielbiam na niego patrzeć, jest niesamowity... Zawołałam go jeszcze raz, a kiedy zaciekawiony podszedł do mnie - dałam mu cukierka. Zaraz potem założyłam prezenterkę i podpięłam uwiąz. Koń czekał aż skończę, a potem na komendę ruszył stępem tak by okrążać mnie na kilkumetrowej odległości. Po dwóch okrążeniach wyraźnie zaczął się nudzić i kopał przednimi nogami. Cmoknęłam by skupić na sobie jego uwagę, zadziałało na pewien czas. Chwilę ćwiczyliśmy zatrzymanie na komendę, początkowo musiałam pomagać sobie batem i uwiązem, po kilku próbach wystarczył sam głos. Zmieniliśmy stronę i po trzech okrążeniach wydałam komendę "kłus". Cassino zwykle reaguje na prośby o przejście do szybszego chodu, wtedy nie było inaczej. Ma jednak problem ze zwalnianiem.

Ogier kłusował w dobrym, energicznym tempie, podnosząc kopytka i opuszczając pyszczek. Prezentował się naprawdę dobrze i  byłam z niego dumna.

- Prrr... Prć... Do stępa...

Za którymś razem udało mi się do zwolnić bez pomocy bata. Pogłaskałam go po szyi i podarowałam cukierka. Przejścia kłus-stęp i stęp-kłus przećwiczyliśmy jeszcze parę razy, wychodziło całkiem nieźle, choć pod koniec ogier zaczął rzucać łbem na prawo i lewo. Co jakiś czas usiłował się wyrwać... Kiedy udało mi się go uspokoić poprosiłam o galop w ramach nagrody. Postawił uszy i rozszerzył chrapy galopując wokół mnie na prawo i ledwo wyrabiając na zakrętach. Trzymałam za sam koniec uwiązu co jakiś czas śmiejąc się z oryginalnych min Cassie'go. Pozwoliłam mu się wybiegać, miał w sobie całe mnóstwo energii.

-Prrrr... Kłuuuus...

Miał mnie w nosie, albo i jeszcze głębiej... Cały czas "prrytając" podniosłam bat tak by zatorować mu drogę, zatrzymał się i stulił uszy. Skróciłam długość uwiązu i cmoknęłam by ruszył stepem. Kilka sekund później zatrzymałam go i zawróciłam by pobiegał na lewo. Na komendę zakłusował, a później w ten sam sposób zagalopował. Trochę się chłopak spocił, więc po zaledwie czterech okrążeniach zwolniłam go do kłusa.Chwilę później stępował przy ogrodzeniu, a ja szłam obok. W pewnym momencie wydałam polecenie "kłus", Cassino jedynie przyspieszył i zadarł głowę do samego nieba.

- Stary, ale ja naprawdę nie żartuje. Kłus!

Zaczęłam truchtać i stuknęłam batem ziemie nieopodal jego tylnych kopyt. W końcu z rozgoryczeniem zakłusował, ale mimo to nie próbował mnie zadeptać czy coś, nie jest złośliwy. Kiedy przestał sie denerwować i rozluźnił się zwolniliśmy do stępa i zaprowadziłam go na środek. Stanęłam przed nim i z [pomocą bata  pokazałam o co chodzi. Niemal natychmiast przyjął piękną postawę wyciągając łeb i prezentując wspaniałą szyję. Wszystko było w porządku, więc pogłaskałam go, dałam smakołyk i zdjęłam prezenterkę. Kiedy szłam do furtki czułam, że Cassino wędruje za mną, więc zatrzymałam się, a kiedy zbliżył się i dmuchnął ciepłym powietrzem w moja głowę odwróciłam się i jeszcze raz wymiziałam jego pyszczek.

Wróciłam do stajni, a konkretnie do siodlarni, zostawiając ogiera na padoku. Godzinę później sprowadziłam go do boksu, zaczynał się robić prawdziwy upał...


sobota, 27 lipca 2013

KL. Black Paranoic | SP |






















| GALERIA | 

= Podstawowe dane =
Imię: Black Paranoic
Płeć: klacz
Ojciec: Pardon Me   |Winter Mist|
Data urodzenia: 13 kwietnia 2009r.
Rasa: SP | koń hanowerski x KWPN |
Wzrost: 176 cm
Hodowla: Stable Winter Mist
Predyspozycje: skoki |P-N1|, dresaż |L-P|, cross |medium-hard|, pokazy

= Dokumenty =
Karta Zdrowia
Bonitacja
Rodowód
Licencja hodowlana

= Opis =

Charakter: Jedna z najbardziej szalonych kobyłek jakie miałam przyjemność poznać. Wszędzie jej pełno, nie potrafi ustać w miejscu dłużej niż 10 sekund, ma w sobie niewyobrażalne pokłady energii, której nijak nie da się okiełznać. Nie jest jakoś specjalnie agresywna, a na pewno nie w stosunku do ludzi, za to ma dość specyficzne podejście do innych koni. Nie lubi przebywać w boksie, więc praktycznie cały dzień przesiaduje na pastwisku. Tam bawi się i biega za ptakami, które powoli zaczynają przenosić się w dalsze regiony byleby nie mieć do czynienia z Paranoic. 
Czyszczenie jej wymaga mnóstwa cierpliwości i wielu smakołyków, które mają za zadanie zająć klaczkę. Jedna osoba trzyma ją, ponieważ nie znosi być przywiązywana. Druga faszeruje cukierkami, podczas gdy dwie pozostałe zasuwają ze szczotkami. Nasz aktualny rekord to minuta i 32 sekundy...
Kiedy na korytarzu pojawia się taczka z paszą rozpoczyna się pokaz gimnastyczny w wykonaniu Blacky, który zwieńczony jest wesołym rżeniem pozostałych kobył. To co wyczynia w boksie podczas rozdawania wiader jest niemal niewiarygodne. Tak samo można opisać wygląd owego boksu, który jest obklejony wszelkiego rodzaju poduszkami, matami, materacami itd. żeby tylko sobie czegoś nie zrobiła. Zwykle Harry przemyca jej wiadro pod kurtką przed posiłkiem, tak by inne konie nie zaczęły się drzeć i żeby ona nie robiła tego gdy reszta czeka na owies. 
Zawsze po założeniu siodła zaczyna szaleć próbując uświadomić nam, że ona jest jeszcze małym źrebaczkiem, który powinien beztrosko bawić się na dworze. Ale nie, my nie dajemy się zwieść i dzielnie dopinamy popręg, potem następuje chwila spokoju, po czym staramy się opanować szał w momencie zaobserwowania przez nią jakiegokolwiek innego konia. Bo przecież ona się musi przywitać! Natychmiast!
Przewożenie jej w przyczepie to koszmar, musimy zatrzymywać się co pół godziny i ją lonżować, inaczej rozwala calutki koniowóz. Miła klaczka... Miła... 

= Potomstwo  [-] =

= Treningi i inne  [1] =
  1. Trening skokowy
= Osiągnięcia  [4] =
  1. II miejsce w skokach kl. N na Hipodromie Sopy
  2. II miejsce w skokach kl. N na Hipodromie New Hamshire
  3. II miejsce w skokach kl. P na Hipodromie Gold Horses
  4. IV miejsce w skokach kl. N na Hipodromie Gold Horses

OG. Sangriento | SP |





















| GALERIA | 

= Podstawowe dane =
Imię: Sangriento |stajenne:Nesquick|
Płeć: ogier
Ojciec: *Hickstead  |Winter Mist|
Data urodzenia: 2 stycznia 2009 r.
Rasa: SP  | duński koń gorącokrwisty x KWPN |
Wzrost: 175 cm
Predyspozycje: skoki |P-C1|, cross |medium-hard|, ujeżdżenie |L-P|, WKKW |medium-hard|, pokazy

= Dokumenty =
Karta Zdrowia
Bonitacja
Rodowód
Licencja na krycie 

= Opis =

Charakter: ciężko opisać jego charakter Nasquicka, ale na pewno mogę użyć słów takich jak: stabilny, przyjacielski, dumny, nieco złośliwy, ale ogólnie kochany. Na samym początku, przy pierwszym spotkaniu zachowywał się jak typowy ogier. Myślałam, że się nie polubimy, ale wkrótce odkryłam, że jest to tylko metoda obrony. Ten koń jest bardzo wrażliwy i delikatny, a żeby w przyszłości nie narazić się na przykrości wypracował sobie taką swoją demoniczną stronę. Miły Nesquick zawsze podchodzi do opiekunów na pastwisku, jest grzeczny i pozwala nam na wszystko. Ten zły jest wiecznie wściekły i za żadne skarby nie można się do niego zbliżyć, jest taki w stosunku do każdego innego konia, osób których nie zna i takich, w których wyczuwa zagrożenie. Kiedy po przyjeździe do Rosewood przywitała go Valentine ze swoimi zielonymi kłakami stanął jak wryty i zupełnie oszalał. Od tej pory odczulamy go na "koniożerne" przedmioty, taki jak folie czy baty, ale i różne intensywne kolory.
Podczas czyszczenia jest bardzo czujny i kręci się obserwując poczynania opiekuna, nie lubi kiedy pielęgnacja się przedłuża, chociaż okazuje to jedynie subtelnymi zachowaniami. Bez problemu można wyczyścić każdą część jego ciała. Nie mamy także trudności z zakładaniem sprzętu, choć zdarza się, że macha głową nie pozwalając nam na włożenie wędzidła.
W stajni zajmuje się sobą i nie zwraca uwagi na otoczenie, ale gdy któryś z sąsiadów wsadzi łeb na jego teren nigdy nie zrezygnuje z ugryzienia go. Tak, jest mściwy i pozwoli sobie w kasze dmuchać.
Uwielbia dzieci, jest w stosunku do nich nad wyraz spokojny i opiekuńczy. Schyla się i daje się głaskać po pyszczku czy czole, wygląda wtedy jak uroczy kucyk. 

Pod siodłem: Jeśli w pobliżu nie ma innych koni praca z nim to prawdziwa przyjemność. Natychmiast reaguje na sygnały, na które jest bardzo wyczulony. Zawodowy jeździec zawsze doceni jazdę na Nesquicku. Konik, choć młody, potrafi całkiem sporo i ciągle z zapałem zdobywa nowe umiejętności. Nie jest to wierzchowiec dla każdego, nadaje się wyłącznie dla osób z dużym doświadczeniem i szeroką wiedzą  o jeździectwie. Podczas jazdy na padoku nie ma problemów, Quick słucha się i koncentruje na jeźdźcu, niestety na zawodach jest inaczej. W tłumie czuje zagrożenie, hałas i tłum koni oraz ludzi skutecznie go dekoncentrują i wprowadzają w ciężki stan. Nie potrafi się uspokoić, wierci się i strzyże uszami. Nie pozwala się dosiąść, a kiedy po wielu trudach już to nastąpi - dębuje i bryka chcąc zrzucić człowieka i dać nogę najdalej jak się da. Rozprężania go to koszmar wymagający nadludzkiej cierpliwości i wytrzymałości. Zazwyczaj zawodnik zalicza upadek, albo zostaje uszkodzony. Na parkurze, torze czy czworoboku zaczyna skupiać się na zadaniu, choć ciągle nerwowy rozgląda się po okolicy. Jednak muszę przyznać, że z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej.

= Potomstwo  [-] =

= Treningi i inne  [-] =

= Osiągnięcia  [6] =
  1. I miejsce w skokach kl. N na Hipodromie New Hamshire
  2. VI miejsce w skokach kl. N na Hipodromie Gold Horses
  3. VI miejsce w skokach kl. C na Hipodromie Gold Horses
  4. VIII miejsce w amatorskiej gonitwie skokowców na Hipodromie Raven
  5. X miejsce w amatorskiej gonitwie dresażowców na Hipodromie Raven
  6. IX miejsce w amatorskiej gonitwie ogierów na Hipodromie Raven

sobota, 20 lipca 2013

OG. Remington | SP |
























| GALERIA | 

= Podstawowe dane =
Imię: Remington
Płeć: ogier
Matka: *(15)Resistance   | Winter Mist | 
Ojciec: *****Hickstead  | Winter Mist |
Data urodzenia: 23 listopada 2008r.
Rasa: SP
Wzrost: 172 cm
Hodowla: Winter Mist
Poprzedni właściciel: Delicious Stable
Predyspozycje: Skoki | P - C1 |, dresaż | N - CS |, cross | medium - hard |, WKKW | medium - hard | 

= Dokumenty =
Karta Zdrowia
Rodowód

    
= Opis =

Charakter: Remi to koń, który jest wielką przylepą nie zdającą sobie sprawy z tego, że jego gabaryty nie pozwalają na zabranie go na kolana. To opisuje go najlepiej, bo w tym koniu nie ma odrobiny agresji. Co prawda na torze czy parkurze pokazuje się od tej silniejszej i bardziej stanowczej strony, ale w stajni i na padoku zachowuje cechy pluszowego misia. W boksie bywa troszkę kłopotliwy, obgryza wszystko co stanie mu na drodze. Jak wiadomo są to efekty nudy, więc staramy się zapewniać mu mnóstwo zabawek i często wypuszczamy go na pastwiska, jednak ogier jest bardzo inteligentny i szybko rozbraja wszelkie zabezpieczenia furtek. Najczęściej ucieka nad jezioro, uwielbia wodę. Podczas czyszczenia i innych zabiegów stoi spokojnie i nie denerwuje się. Przewóz przyczepą nie jest dla niego niczym strasznym, Remi praktycznie bez przerwy jest całkowicie zrelaksowany i spokojny do granic możliwości. 

Pod siodłem: Jak każdy koń, tak i nasz Remington ma dobre i złe dni, czasami zdarzają się także te wyjątkowo udane lub niesamowicie kiepskie. Ogier nie ma problemu w nawiązaniu kontaktu z jeźdźcem, lubi pracować i nawet małe dzieci z powodzeniem mogłyby na nim zasuwać, jednakże ze względu na dobro konia jeżdżą na nim jedynie zaawansowani jeźdźcy. Remi jest utalentowany, ma za sobą kilka lat treningów i aktywnych ćwiczeń, które sprawiły, że stał się taki jaki jest teraz, ale to wciąż bardzo młody koń, który szybko uczy się złych nawyków. Bywa trochę leniwy, dlatego do pierwszego zagalopowania trzeba go pchać i męczyć się by  w ogóle szedł konkretnym tempem.Kiedy jeździec klepnie go palcatem w zad bryka bądź nagle wykonuje zwrot. Zwyczajnie daje znać, że tego nie lubi. Druga połowa jazdy mija bardzo przyjemnie, koń jest rozbujany, idzie do przodu i dobrze się prezentuje.

Skoki: Remi uwielbia skakać! I co najważniejsze, potrafi to robić. Co prawda nie pędzi na każdą przeszkodę w zasięgu wzroku i przez każdym skokiem należy mu dodać solidny impuls, ale mocno się wybija i frunie nad drągami niczym zawodowy pegaz.

= Potomstwo  [ 1 ] =
= Treningi i inne  [ 1 ] =
  1. Trening crossowy
= Osiągnięcia  [10] =
  1. I miejsce w skokach kl. C na Hipodromie Sopy
  2. II miejsce w ujeżdżeniu kl. N na Hipodromie Sopy
  3. II miejsce w skokach kl. C na Hipodromie New Hampshire
  4. III miejsce w ujeżdżeniu kl. N na Hipodromie New Hampshire
  5. V miejsce w amatorskiej gonitwie skokowców na Hipodromie Raven
  6. V miejsce w skokach kl. N na Hipodromie Gold Horses
  7. V miejsce w skokach kl. C na Hipodromie Gold Horses
  8. VII miejsce w skokach kl. P na Hipodromie Gold Horses
  9. VII miejsce w amatorskiej gonitwie dresażowców na Hipodromie Raven
  10. X miejsce w amatorskiej gonitwie ogierów na Hipodromie Raven