niedziela, 30 listopada 2014

Trening skokowy | Selciers Evere |

Selciers Evere & Delicja

Rano obudził mnie budzik, który nastawił Nick by przygotować mleko dla Nadii. Podniosłam się i zerknęłam na zegarek wskazujący 6 godzinę. Postanowiłam, że już wstanę i pojeżdżę konia. A więc ubrałam się i zeszłam na dół by zjeść śniadanie. Nikogo w kuchni nie było cisza i spokój jedynie ze stajni słyszałam rżenie koni i pracowników, którzy już buszują od samego rana. Przygotowałam sobie tosty na szybko po czym zjadłam i poszłam do stajni. Była godzina gdzieś tak za dziesięć siódma, gdy już pracownicy zaczęli karmić konie. No więc po karmieniu musiałam poczekać jeszczę z godzinkę, aż konie sobie to wszystko przetrawią i poukładają w żołądku. Stajenni zaczęli wyprowadzać po kolei konie na pastwiska  i po dwudziestu minutach w stajni było pusto. Wyszłam przed stajnię by popatrzeć na konie znajdujące się na pastwisku. Myślałam jaki trening dziś przeprowadzić i jakiego konia wybrać. Postanowiłam dziś poskakać na moim nowym nabytku ogierze Selciers Evere. Po chwili do stajni weszła Sky.
- Hey Sky, mam do ciebie pytanie. - powiedziałam.
- Tak? - odpowiedziała uśmiechnięta dziewczynka.
- Czy nie chciałabyś wyczyścić mi Selciers Evere? - zapytałam.
- Pewnie, że chcę już po niego idę i go wyczyszczę. - uśmiechnęła się.
- Dziękuje Sky. - odwzajemniłam uśmiech.
Gdy Sky poszła czyścić mojego wierzchowca ja chciałam odnaleść Dylana. Po kilku minutach go znalazłam nie było trudno go znaleść, bo siedział przy pastwisku przyglądając się koniom. 
- Dylan, nie chciałbyś skoczyć dzisiaj sobie coś ze mną na Owenie? - zapytałam.
- Wiesz co.... Dziś nie mogę zbytnio, ale napewno następnym razem skorzystam. - odpowiedział.
- No dobrze. 
Po rozmowie z Dylanem poszłam na parkur ustawić sobie przeszkody, a potem zaraz poszłam do Sky sprawdzić jak jej idzie.
- Sky i jak? - zapytałam.
- Już kończę. - odpowiedziała.
- Ok to ja już pójdę po sprzęt.
Zabrałam sprzęt ogiera i powiesiłam na boksie. W kieszeni miałam kilka kostek cukru. Ogier wyczuł i zaczął się łasić. Nie mogłam oprzeć się jego urokiem i dałam mu jedną.
- Niee, już wystarczy następną dostaniesz po treningu. - powiedziałam do ogierka.
- Dziękuje ci bardzo Sky już sobie poradzę. - powiedziałam.
Przy siodłaniu ogieras stał grzecznie, przy kiełznaniu nieco gorzej. Bo zadzierał łeb do góry naszczęscie dał się namówić na cuksa i przyjął wędzidło. 
- O hej Delka co tam będziesz robić? - zapytała z ciekawością Rus.
- Wiesz co chcę wypróbować go i poskaczę sobie. - powiedziałam
- To super ja dzisiaj chyba wezmę i pojadę w teren. - oznajmiła Ruska.
- Ok to ja dalej działam.
- Ok papa.
Na koniec założyłam mu jeszczę ochraniacze i poszłam sobie po bacik oraz toczek. Chwilę potem wsiadłam w stajni na konia i ruszyłam w stronę parkuru. Gdy weszłam na parkur od razu zaczęłam stępa na luźniej wodzy. Ogier szedł dostojnie chyba chciał by ktoś zwrócił na niego uwagę. Po chwili stępa nabrałam wodzę i również w stępie zaczęłam go wyginać. Ogier ładnie się wyginał, lecz gdy zmieniłam kierunek jazdy już szło mu gorzej rozpraszał się. By ogier się nie znudził po chwili zaczęłam kłusa. Robiłam sobie slalomy między przeszkodami i dużo wykonywałam przejść ze stępa do kłusa. Ogier chciał jechać mocno do przodu lecz ja mu na to nie pozwalałam. Nie chciałam z nim walczyć po prostu na spokojnie, musi wiedzieć że ja tu rządzę a nie on. Po dłuższym czasie kłusa przeszłam na chwilkę do stępa, lecz już po kilku minutach znowu zakłusowałam. Robiłam sobie dodawanie i skracanie w kłusie. Ogier reagował super na moje sygnały nie miał z tym żadnych problemów. Miałam już rozgrzanego konia by pojechać sobie drążki lub cavaletti. Żywym i równym kłusem najechałam sobie na drążki raz z jednej i raz z drugiej strony. Ever prezentował się świetnie przejeżdżając przez drążki. Po kilku najazdach na drążki najechałam sobie na cavaletti Ogier również przepięknie się prezentował widać, że pokonuje cavaletti z łatwością. Gdy skończyłam najeżdżać na drążki i cavaletti od narożnika zagalopowałam sobie na prawą nogę. Wystarczyła lekkie dotknięcie łydki a ogier ruszył galopem. Chwilę pogalopowałam, a następnie zrobiłam płynne przejście do kłusa po czym znowu zagalopowałam. Robiłam tak kilka razy, a potem rozgalopowałam go porządnie. Przez kłus zrobiłam zmianę kierunku i również wykonałam to samo tylko, że na inną stronę. Po kilku minutacj galopu przeszłam do kłusa i po chwili znów zagalopowałam i najechałam sobie na pojedyńczy drążek z galopu. Ever nie lubił skakać małych przeszkód lub skakać przez drążek na ziemi dlatego często mu to nie wychodziło. 
Przejechałam również galopem przez pojedyńczą cavaletti, a następnie przeszłam do stępa by ustalić kolejność przeszkód. A były to:

1.Koperta 90 cm
2. Stacjonata 105 cm
3. Pajączek 110 cm
4. Okser 125 cm
5. Stacjonata 120 cm
6. Double barre 115 cm
7. Triple barre 130 cm

Nabrałam wodzę i zagalopowałam ze stępa. Przed najazdem na przeszkody zrobiłam jeszcze jedno koło galopem, a następnie płynnie najechałam na pierwszą przeszkodę, którą była koperta. Ogier bez problemu pokonał tą 90 cm kopertkę. Po przeszkodzie nakierowałam go na następną. Twardo lądował koń, który kocha skakać. Skok przez pajączka nie zrobił mu dużej różnicy porównując do stacjonaty spokojnie bez żadnego stresu sobie przeskakiwał przeszkody. Dla niego to nic trudnego. Gdy skręciłam na oksera trochę bardziej się nakręcił i skoczył tak jak by wystrzelił z torpedy ma takie zapasy takie przeszkody on skacze bez żadnego wysiłku. Gdy przeskoczył double barra również fantastycznie najechałam na triple barra już trochę bardziej się bałam przeskoczyć tą przeszkodę, lecz całkowicie mu ufałam i ja mam zrobić swoje, a on resztą się zajmie. Ta przeszkoda wydawała mi się bardzo wysoka mierzyłam ją, ale jakoś coś mnie tknęło i chciałam się wycofać, ale nie będę przecież uczyć konia wyłamywać on to przeskoczy skakał o wiele wyższe. Gdy dojechał do przeszkody wybił się miał jeszcze sporo zapasu leciał, poprostu jak ptak. On jest niesamowity. Teraz chyba dopiero się rozkręcił.
- Następnym razem wyżej sobie skoczymy, zobaczymy na ile cię stać. - powiedziałam, klepiąc konia.
Przeszłam do stępa i przez dłuższy czas klepałam ogierka. Szedł z wiszoną głową jednak nasłuchiwał czy coś się nie dzieje. Porządnie występowałam konia, a następnie pojechałam do stajni. Zsiadłam z niego, rozsiodłałam go, założyłam derkę i poszłam mu zamyć nogi. 
- Tak jak obiecałam masz tą swoją kostkę cukru. - powiedziałam głaszcząc go po pyszczku.
Wprowadziłam go do boksu i poszłam się czegoś napić.

sobota, 29 listopada 2014

Selciers Evere


   

   

   



IMIĘ: Selciers Evere
PŁEĆ: ogier
DATA UR: 19 listopada 2007r.
RASA: KWPN
MATKA: *However | - |
OJCIEC: *StradIvarious | - |
WZROST: 168 cm
MAŚĆ: skarogniada



PREDYSPOZYCJE:
  • skoki kl. C - CC

OPIS


WŁAŚCICIEL: Delicja
POPRZEDNI WŁAŚCICIEL: -
HODOWLA: Bernaux Stud



DOKUMENTY:
  • akt własności
  • akt urodzenia
  • paszport
  • bonitacja
  • rodowód


ILOŚĆ OSIĄGNIĘĆ: 1
ILOŚĆ GWIAZDKOWYCH OSIĄGNIĘĆ: 1



POTOMSTWO:
klacze
ogiery



TRENINGI:
  1. Trening skokowy


OSIĄGNIĘCIA SPORTOWE:
  1. I miejsce w skokach kl. CC | Bernaux Stud |
OSIĄGNIĘCIA POKAZOWE:

TYTUŁY I INNE:



INFORMACJE DLA HODOWCÓW:

  • stanówka: 700 hrs
  • mrożone: 400 hrs

poniedziałek, 24 listopada 2014

Bal Mikołajkowy!



Serdecznie zapraszamy do zapisów na Bal Mikołajkowy 2014 organizowany przez Rosewood Ranch & Aspera Ranch!
To wieczorem. Natomiast rankiem, szóstego grudnia, odbędzie się krótki teren. Uczestnicy będą mieli okazję pogalopować wzdłuż brzegu Bałtyku. :)

Regulamin:

  1. W terenie mogą brać udział dwie pary ze stajni (jeździec + koń), na bal zapraszamy całą załogę.
  2. Dziewczyny, wybierajcie koniki, które nie będą bały się wody. 
  3. Na bal obowiązują stroje wieczorowe. 
  4. Udział w terenie i balu są bezpłatne, wszystko fundują Milka i Rus, ale liczymy na wysoką frekwencję! :)
  5. Formularze składamy oddzielnie (drugi w odpowiedzi na swój pierwszy).
  6. Nie ważne czy złożycie formularze pod tym postem w Rosewood czy w Aspera Ranch. To ta sama impreza. 
  7. KONIEC ZAPISÓW: 26 LISTOPADA 17:00  (dziękujemy za dotychczasowe zgłoszenia :) 


Formularz TEREN:
Ksywka:
Adresa stajni:
Kontakt:

Imię konia:
Boks:
Jeździec (+link do opisu, nawias skasuj):


Formularz BAL:
Adres stajni:

Imię:
Link do opisu:
Zdjęcie stroju:
Dodatkowe info: (czyli kto z kim idzie, ktoś chce sprawić prezencik, albo jeśli chcecie żeby coś się wydarzyło np. oświadczyć ktoś by się chciał czy coś... ;D. Nawias skasuj:)


niedziela, 23 listopada 2014

Zmiany

Dawno nic nie zmieniałam, co nie?...
Od jakiegoś czasu myślałam o tym, że nie cierpię kupować koni czy dodawać nowych ze względu na to, że muszę pisać opisy i robić dokumenty... Tak postanowiłam kiedy tworzyłam Stark's i tego się trzymałam aż do teraz. Każdy nowy koń, niezależnie od tego, czy ma pełny boks, czy tylko opis, czy nie ma niczego - zostaje zapisany do dywizji 'GREENHORNS'.
Nie będę musiała się denerwować, że zanim dodam rumaka muszę zrobić masę rzeczy. Po prostu dodaje i w wolnym czasie uzupełniam. :)
Natomiast reszta, czyli moje "gwiazdy" przypisane zostały do dywizji 'MARVELS' (cuda, no bo dla mnie są to chodzące cudeńka). 

Nie wiem jeszcze jak zrobić tu zakładkę "konie". Bo oprócz odnośników do dywizji przydałaby się jakaś lista, co by ludzie się orientowali kto gdzie stoi. Jeszcze dzisiaj to przemyślę i zrobię. :)

PS. Robimy bal! Będzie bal! Ale szczegóły jeszcze nieznane... ;>

sobota, 22 listopada 2014

Trening ujeżdżeniowy

IMIĘ KONIA: Sileziana
JEŹDZIEC: Ruska
RODZAJ TRENINGU: ujeżdżenie
DATA: 22.11.14r.
MIEJSCE: plac ujeżdżeniowy
WYSTĄPILI: Megan

Chociaż Sil na początku trafiła do nas jako koń dzierżawiony, zdecydowaliśmy się ją kupić po otrzymaniu takowej propozycji. Skoro już u nas stała, to załoga za bardzo się na mnie nie piekliła, bo przyzwyczaili się do tej czarującej damulki i polubili ją równie mocno, jak ja. 
Weszłam do jej boksu zaraz po tym, jak ułożyłam sprzęt na stelażu przymocowanym do ściany boksu od strony korytarza. Sileziana zmierzyła mnie wzrokiem, odwracając głowę od okna. Widząc, że to znajoma twarz podeszła i pozwoliła się pogłaskać.
- Chyba masz dobry humor, kochana, co? - Uśmiechnęłam się i pomiziałam ją po nosie, a potem chwilę masowałam jej szyję. Nie była spięta, więc pomyślałam, że trening nam się uda.
Spokojnie zajęłam się czyszczeniem, ale klacz zaczynała się niecierpliwić, więc pospieszyłam się i już po chwili zakładałam czaprak, podkładkę i siodło. Zdecydowałam się także na owijki w kolorze czapraczka czyli jasno zielone. Na koniec ogłowie i już mogłyśmy wychodzić. 
- Bierzesz ją na halę? - zapytała Megan stojąca gdzieś za nami.
- Niee, idziemy na plac, nie jest tak gorąco.
- To dobrze, chciałam polonżować Kalla. - Uśmiechnęła się i mi pomachała.
Wyprowadziłam Sil przed stajnię, a potem spokojnym krokiem udałyśmy się w kierunku prostokątnego placu o wymiarach 60x20 metrów, otoczonego drewnianym ogrodzeniem. Na płocie w odpowiednich miejscach wisiały tabliczki z literkami. Weszłyśmy do środka i zamknęłam bramkę, po czym podciągnęłam popręg i wsiadłam. Klaczka natychmiast ruszyła żwawym stępem.
Delikatnie ściągnęłam wodze i poprawiłam się w siodle, by wyglądać jakoś przyzwoicie. Docisnęłam wewnętrzną łydkę, naprowadzając konia na pierwszy ślad. Sil łagodnie zjechała na odpowiedni tor i pomachała głową. Pilnowałam by tempo nie było wolne, a klaczka nie miała nic przeciwko temu. Pokonałyśmy półtorej okrążenia, a potem zmieniłyśmy kierunek poprzez przekątną i po takim samym dystansie zaczęłam ją sobie ustawiać. Wcześniej pozwoliłam jej jeszcze na wyciągnięcie głowy i tak dalej, no ale kiedyś trzeba się zabrać do roboty i to kiedyś właśnie nadeszło. Bawiąc się wodzami i jednocześnie  nie dając jej zwolnić, nakłaniałam do zganaszowania się. Bardzo szybko opuściła głowę, a potem wygięła szyję. 
Zaczęłam prosić ją o wolty w narożnikach. Klacz faktycznie miała dziś całkiem niezły humor bo wykonywała każde polecenie bez mrugnięcia okiem. Była także rozluźniona i bardzo ładnie wyginała się na kołach, nie tracąc rytmu. 
Nasze wolty były różnej wielkości, ale zaczynałyśmy od tych największych. Zdarzały nam się także ósemki i półwolty, by urozmaicać rozgrzewkę.
Sileziana radziła sobie świetnie i nie buntowała się, co w sumie było dla mnie sporym zaskoczeniem. Grzecznie przyspieszała lub zwalniała, gdy ją o to poprosiłam, bez żądnego „ale” odchodziła od ściany, bądź też do niej zjeżdżała, cały czas szła złożona i reagowała na sygnały. 
Wjechałam na linię środkową i zatrzymałyśmy się, ale z mojej winy przekroczyłyśmy środek, a klacz rozstawiła nogi nie do końca idealnie. Ruszyłam kłusem i skręciłam w lewo, by ponownie spróbować zatrzymania w „x”. Tym razem poprawniej zadziałałam łydkami i dosiadem, a Sil ładnie ustawiła się na środku placu. Poklepałam ją i nakłoniłam konia do kłusa. Tym razem zajęłyśmy się różnymi serpentynami, ale dość szybko porzuciłyśmy to na rzecz udoskonalania zmian tempa w kłusiku. Na długich ścianach wyciągałyśmy się do pośredniego, a na krótszych bardziej ją zbierałam. Po kilku próbach na obie strony postanowiłam przejść do stępa i porobić zwroty i cofania. Na początku Silka miała drobny problem z załapaniem tego, co ja właściwie od niej chcę. Dałam jej jaśniejsze sygnały i to pomogło. Klacz dobrze radziła sobie i ze zwrotem na zadzie, przód wychodził nieco gorzej, ale klacz wiedziała o co chodzi, więc po kilku próbach odpuściłam. To nie było aż takie ważne. 
Dałam jej odpocząć podczas pełnego okrążenia „nicnierobieniowego”, a potem sobie zakłusowałyśmy, za jakiś czas zmieniłyśmy kierunek i zagalopowałyśmy w narożniku. Sileziana łagodnie przeszła do szybszego chodu i przyspieszyła, gdy ją o to poprosiłam. Ciągle szła zebrana i posłusznie reagowała na wszelkie sygnały. Zgodziła się zjechać na dużą wotę (na połowe placu), gdzie pracowałyśmy nie więcej niż dwie minuty w obie strony. Nie było potrzeby, by bardziej ją męczyć. 
Kiedy porządnie rozgrzałyśmy się już w galopie, przyszła pora na elementy, które szczególnie chciałam z nią poćwiczyć. Jako koń chodzący wysokie klasy w ujeżdżeniu Sil musi perfekcyjnie znać ciągi i inne chody boczne. Uczyła się ich już jakiś czas temu, ale ciągle trzeba je sobie przypominać i doskonalić. 
Zwolniłyśmy do kłusa i zaczęłyśmy ćwiczenia od ustępowania od łydki. Klacz wiedziała co robić i od razu wykonała to poprawnie. Poruszała się płynnie, ale i sprężyście, aktywnie pracując całym ciałem. Powtórzyłyśmy w drugą stronę i przeszłyśmy do łopatki na trzech śladach. Pierwsze kroki nie spodobały mi się, bo Sil wyginała jedynie szyję, ale skorygowałam to w miarę szybko i już po chwili szła w poprawnym wygięciu. Cały czas pilnowałam tempa. Na koniec pochwaliłam ją i dałam chwilę przerwy, zmieniłyśmy sobie kierunek i spróbowałyśmy ponownie. Sileziana znowu zaczęła od wygięcia szyi i znowu poinstruowałam ją, że nie chodzi mi o coś innego. Wiedząc, że muszę się bardziej przyłożyć do sygnalizowania figur, przy kolejnym podejściu bardziej skoncentrowałam się na swojej postawie i wysłałam odpowiednie sygnały. To pomogło i klacz natychmiast ustawiła się w odpowiedni sposób. Radziła sobie naprawdę fajnie i pochwaliłam ją najpierw głosowo, a potem przez poklepania po szyi. 
Kolejnym etapem miały być ciągi. Klaczka zdążyła się już spocić, zresztą tak samo jak ja, więc uznałam, że po ciągach w kłusie i galopie zostaną nam jedynie lotne zmiany i będziemy kończyć. 
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. 
Klacz była już ustawiona, więc odpowiednio działając łydkami i dosiadem, przejechałyśmy ciągiem kilka metrów. Potem dałam jej odsapnąć i po minutowej przerwie porwałyśmy się na dość długi fragment do pokonania. Sileziana szła poprawnie, sprężyście i na kontakcie. Uważała na to, jak stawia nogi i byłam z niej naprawdę zadowolona. 
W galopie radziła sobie trochę gorzej i często się gubiła, ale po dwóch, może trzech próbach poprawiła swoja koordynację na tyle, by jakoś wykonać jeden przyzwoity ciąg. Pochwaliłam ją i nie zmieniając chodu wykonałyśmy jedno luźniejsze okrążenie. 
Lotna zmiana nogi na przekątnej wyszła jej bez problemu. Stopniowo zwiększałyśmy liczbę aż w końcu wykonywałyśmy lotną co takt przez kilka metrów. 
- Jesteś świetna! - powiedziała wesoło, klepiąc ją po szyi w nagrodę.
Zwolniłyśmy do kłusa i na luźnych wodzach pokręciłyśmy się po placu dla rozluźnienia. Później już sam stępik. Zdecydowałam się na opuszczenie placu i błąkanie się po okolicy. Z trudem otworzyłam furtkę i wyjechałyśmy na drogę prowadzącą do stajni, ale nie zatrzymałyśmy się, a pojechałyśmy w stronę hali. Okrążyłyśmy padoki i lonżownik i dopiero wtedy podjechałyśmy pod otwarte wrota stajni dla klaczy. Zsiadłam i odpięłam popręg, po czym przewiesiłam go przez siodło, by nie obijał się o nogi Sil. 
W boksie zdjęłam sprzet i porządnie wygłaskałam klacz. Była zbyt zmęczona na złośliwości, więc pozwalała mi się głaskać. Nie chciałam jej długo przeszkadzać, więc po kilku minutach wyszłam, by mogła zająć się swoimi sprawami. 
Po godzinie wróciłam do niej, by wypuścić ją na pastwisko zresztą towarzystwa. 

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rosewood Rach

 LINK

Zrobiłam filmik o naszej stajni. Jest dziwny, ale podoba mi się, bo fajnie pokazuje charakter tego miejsca. :)
Co sądzicie? ;D

Trening ujeżdżeniowy

IMIĘ KONIA: Night Fury
JEŹDZIEC: Anita
RODZAJ TRENINGU: ujeżdżenie
MIEJSCE: kryta hala
DATA: 12.11.14r.
WYSTĄPILI: w sumie to prawie wszyscy ;D


Wszyscy nowi pracownicy rozpakowali się już w swoich pokojach w domu gościnnym. Po zjedzeni wczesnej wspólnej kolacji w postaci grilla, cała załoga RR udała się na krytą halę. Mieliśmy się bliżej poznać i chociaż niektórzy najchętniej prysnęli by stamtąd w podskokach - musieli zostać i uczestniczyć w zajęciach.
- Jak w podstawówce... - mruknął niezadowolony Axel, oparty o ścianę z rękami w kieszeniach jeansów.
Wywróciłam oczami i głośno westchnęłam.
- Tak będzie lepiej dla nas wszystkich, serio. Lepiej mieć to szybko za sobą i potem nie będzie problemów.
Zajęliśmy miejsca na najniższym rzędzie trybun.
- Ruska, pospieszmy się... - błagalnie zawołała Val, siedząca na drugim końcu. - Mamy jeszcze dziś jazdy.
- Dobra, to może przeprowadzimy skróconą wersję. Każdy się przedstawi, apotem wylosujemy osobę, która wsiądzie na konia i pokaże, co potrafi?...
- To może przedstawiajmy się i dodatkowo podajmy imiona wszystkich osób jaki były przed nami. Utrwalające pamięć – zaproponowała Lou, a ja szybko się zgodziłam. Od razu również zaproponowałam, że będę pierwsza.
- Jestem Ruska.
- Nie ma tak, dawaj imiona.
- Ale nikogo przede mną nie było...
- Masz trudniej – Ufo wytknęła język i zadowolona z siebie rozsiadła się wygodniej na rozkładanym fotelu.
Wymieniłam wszystkich i byłam z siebie bardzo, bardzo dumna. Dalej radzili sobie równie dobrze, bo w gruncie rzeczy nie trudno było zapamiętać piętnaście osób.
- Barbie, książę Kaspian, Ania z Zielonego Wzgórza... Niezidentyfikowany Obiekt Latający... więcej nie pamiętam. - Ax rozejrzał się jeszcze po naszych twarzach, udając zamyślenie, a potem zeskoczył na ziemie i stwierdził, że na dziś skończył.
- Wzruszyłam ramionami.
- To kto wsiada?
Kilka osób wyrwało się z rękami do góry. Mając do dyspozycji jedną monetę wyłoniliśmy zwycięzce metodą „orzeł czy reszka”. Wygrała Anita.
Miała sobie wybrać dowolnego konia, a Vienne poszła z nią, by doradzić. Cierpliwie czekaliśmy aż wrócą gotowe do jazdy. W końcu po kilku minutach na halę wkroczył Night Fury.
W sumie byłam zadowolona, bo konik zaczyna starty w zawodach i teraz przydadzą mu się treningi. Tym bardziej, że Anita dobrze radziła sobie w jego dyscyplinie.
Rozmowy ucichły, a dziewczyna sprawnie wskoczyła na grzbiet karego wałacha. Ustawiła sobie długość puślisk i z nienaganną postawą ruszyła stępem. Koń od razu wyczuł, że z tą panią nie ma żartów.
- Bez szaleństw – powiedziała głośniej Meg, która spędzała z nim najwięcej czasu. No i Sky. Ten koń był pupilkiem młodej, ale akurat nie było jej z nami na hali.
- Jest grzeczny, szaleństw nie będzie – odparła pewna siebie amazonka i delikatnie przyspieszyła. Z jej miny wywnioskowałam, że jest zadowolona z pierwszego wrażenia. Karus zaczął się ganaszować niemal od razu.
Już w połowie pierwszego okrążenia zaczęła robić wolty, by konik nie miał czasu na nudę. Ale raczej mu to nie groziło, był strasznie ciekawy nowej osoby i pilnie słuchał każdego sygnału. Miło patrzyło się na tę pracę.
Obserwowaliśmy w skupieniu jak Anita nakłania Fury'ego do zatrzymania i zrobienia zwrotu na zadzie. Po kilkunastu krokach nastąpił zwrot na przodzie, a po całym okrążeniu – cofanie. Koń wyraźnie chciał robić to, co polecała mu amazonka. Chętnie podchodził do każdego ćwiczenia i starał się wykonywać je jak najlepiej. Para utrzymywała żwawe tempo, a wałach ciągle był na kontakcie i się ganaszował.
Dość często zmieniali kierunki. A to przeż przekątną, a to przez półwoltę, a to jeszcze inaczej. Generalnie – cały czas coś. Koń wyraźnie chciał już kłusować, ale amazonka pozwoliła mu na to dopiero po dłuższej chwili. Chciała mieć pewność, że całkiem podporządkowała sobie wierzchowca. Kiedy już wiedziała, że wszystko będzie dobrze – wypchnęła go do kłusa. Fury od razu ruszył fajnym tempem. Zaprezentował się od najlepszej strony, bo pięknie podnosił kopytka, szedł złożony z wyraźnie zaangażowanym zadem. Wyglądał tak, jak przystało na dobrego konia ujeżdżeniowego.
Wykonali po jednym pełnym okrążeniu na obie strony, a następnie przeszli do ćwiczeń. Było mnóstwo wolt, na których Fury ślicznie się wyginał. Byłam pod wrażeniem jego postawy i zachowania, bo nawet jak na niego, to było coś.
Bardzo chętnie przyspieszał i pozwalał się prowadzić. Nie miał najmniejszych problemów z odbiorem sygnałów wysyłanych przez Nitę.
Ćwiczyli przejścia między stępem, a kłusem i na odwrót a także te widoczne przy zmianie tempa. Anita chciała, by koń płynnie przyspieszał albo zwalniał, bez jakichś brzydkich elementów. Wyglądało to coraz lepiej.
Kłusowali bardzo długo. Wykonywali przeróżne rysunki na płaszczyźnie całej hali lub jej fragmentów. Między innymi ósemki albo serpentyny o coraz większej licznie brzuszków.
Night Fury dawno nie był tak porządnie rozkłusowany i pozytywnie wymęczony ćwiczeniami.
Anita dała mu chwilę przerwy w stępie swobodnym, by po mniej więcej minucie znowu zebrać wodze, zakłusować, a potem zagalopować. Najwyraźniej nie spodobało jej się bo zwolniła i ruszyła galopem po kilku sekundach. Tym razem pochwaliła konika głosem i pozwoliła mu się rozluźnić w szybszym tempie. Troszkę po parskał i pomachał głową, ciesząc się luzem. Szybko zaczął zbierać się sam, więc dziewczyna skróciła wodze, by mieć z nim lepszy kontakt i zmieniła kierunek poprzez przekątną z lotną zmianą nogi. Koń wykonał to dość ładnie. Wkrótce po tym na nowo zaczęły się ćwiczenia.
Nita zauważyła, że w galopie Fury nie pracuje już tak dobrze i trochę usztywnia się na zakrętach. Zaczęła intensywną pracę na woltach, by uzyskać ładne, poprawne wygięcia ciała konia. Karus szybko załapał o co jej chodzi o od tej pory starał się kontrolować swoje ruszy. Po ćwiczeniach nad wielokrotnym zmianie nogi (co kilka taktów) przyszedł czas na przejścia między wszystkimi chodami. Koń był już spocony, więc podejrzewałam, że to już końcówka.
Przejścia wychodziły raz lepiej, raz gorzej. Generalnie ładniej radził sobie z przyspieszaniem. Zatrzymania z galopu na początku były mocno nijakie, ale po kilku próbach w końcu wyszło świetnie.
Na koniec zrobili jeszcze po dwa luźne okrążenia w kłusie i zwolnili do stępa. Anita poklepała konia i dała mu luźne wodze, a ten natychmiast opuścił łepek do ziemi.
Po dziesięciu minutach zsiadła i odprowadziła konie do stajni.
- Dobra jest – stwierdziła nieco niechętnie Valentine.
- Kary chodził jak w zegareczku... - dodał Harry, a kilka osób mu przytaknęło.
- On zawsze tak chodzi. - Megan wzruszyła ramionami i wstała, by opuścić halę. - Idę do siebie, rano karmię konie.
- Zazdrościsz jej – powiedział Kyle ze śmiechem, ale nie pozostała mu dłużna. Z jadowitym uśmieszkiem prawie podniosła go, łapiąc za koszulę i wysyczała, że „nie zazdrości nikomu”.

Potem w lepszym humorze wyszła. Rozmawialiśmy jeszcze chwile i czułam, że jakoś się zgramy. Na pewno czeka nas parę kłótni, ale ostatecznie będzie dobrze. Rozeszliśmy się do pokoi, bo jutro kolejne treningi...